Podsumowanie czytelnicze stycznia 2026r.




Hejka!
Ledwo zaczął się na dobre Nowy Rok, a już pierwsze podsumowanie czytelnicze miesiąca nie jest najlepsze.
Prywatnie ten pierwszy miesiąc nowego roku był naprawdę OK. Nie działy się rewolucje nie wiadomo jakie.
Natomiast czytelniczo nie było ciekawie. Ogólnie przeczytałam 5 książek.
3 książki co tu będziemy ukrywać były słabe. Na tyle słabe, że chciałabym o nich zapomnieć.
2 książki były OK - nie były wybitne, ale na jakiś będę je pamiętać.
Inną kwestią jest to, że 1 książka była książką z zakładu, którego przegrałam. Natomiast druga książka, której dawałam ten rok, że ją skończę. 
Z resztą sami przekonajcie się co przeczytałam w tym miesiącu.

"Zmierzch" (tom 1) Stephenie Meyer 
"Zmierzch to porywająca opowieść o miłości, łącząca cechy horroru, romansu i powieści o dojrzewaniu. Jej bohaterka 17-letnia Izabela Swan, przeprowadza się do ponurego miasteczka w deszczowym stanie Waszyngton, gdzie spotyka tajemniczego, niezwykle przystojnego Edwarda Cullena. Chłopak ma nadludzkie zdolności– nie można mu się oprzeć, ale i nie można go przejrzeć. Bella usiłuje poznać jego Mroczne sekrety, nie zdaje sobie jednak sprawy, że naraża tym siebie i swoich najbliższych na niebezpieczeństwo. Już niedługo może nie być odwrotu...".

To było moje pierwsze i ostatnie spotkanie z twórczością Stephenie Meyer.
Po "Zmierzch" sięgnęłam z jednego powodu. A mianowicie dlatego, że w zeszłym roku przegrałam zakład. I przegrany miał za karę przeczytać książkę przez wygranego.
O książce, jak i całej serii słyszałam dość sporo i to były opinie niezbyt przychylne dla niej. Ale ja się nie odzywałam, ponieważ nie interesował mnie temat wampirów, etc., aż do tego momentu kiedy przeczytałam tę książkę. A raczej zmordowałam ten tom.
I moje pytanie jest skierowane do fanów tego "dzieła": Ludzie! za co Wy uwielbiacie "Zmierzch"? Powiedzcie mi, bo ja w tej książce od pierwszej strony nie widzę nic co mogło mną wstrząsnąć i sprawić, że będę rozmyślać o niej tygodniami?

Niestety, widać od pierwszej strony, że ta książka ma swoje lata. W szczególności widać to w dialogach, które są kanciaste i drewniane, że nie wnoszą nic do fabuły.
Fabuła? Tak powolna, że w trakcie czytania chciało mi się spać. A na dodatek źródło świadomości Belli - to mnie dobijało. Jej rozkminy na temat Edwarda - śmiech na sali.
Druga kwestia to "romans" Edwarda i Belli. Matko jedyna jakie to było głupie i kanciaste. Ich relacja jest komiczna do kwadratu.
Jeśli chodzi o innych bohaterów to ciężko jest cokolwiek o nich powiedzieć, bo byli bezbarwni.

Nie, nie i jeszcze raz nie dla tej książki! To było pierwsze i ostatni zetknięcie ze "Zmierzchem". Nigdy więcej Edwarda i Belli! Przy nich James i Rosa z "Obserwuj mnie" są jacyś. Naprawdę!
Ocena -1️⃣0️⃣0️⃣0️⃣0️⃣0️⃣0️⃣0️⃣/🔟🌟.

"Mam na imię Jutro" Damian Dibbet
"Wenecja. Zimowa noc 1815 roku. 217-letni pies szuka swojego zagubionego pana. Tak zaczyna się przygoda Jutra, który na przestrzeni wieków przemierza świat w poszukiwaniu człowieka, który uczynił go nieśmiertelnym. Jego łapy niestrudzenie przebiegają pola bitew i królewskie dwory. A jego historia jest opowieścią o lojalności i determinacji, przyjaźni (zarówno ze zwierzętami, jak i z ludźmi), miłości (tej jednej, jedynej), podziwie (dla ludzkich talentów) i rozpaczy (z powodu ich nieumiejętności życia w pokoju). (...)"

Po "Mam na imię Jutro" nie sięgnęłabym drugi raz gdyby nie to, że za pierwszym razem jej nie skończyłam.
Dziś po przeczytaniu w całości mogę w 100% pewnością powiedzieć co mi się w niej nie podobało.
Po pierwsze pies filozof. To, że zwierzęciu wciśnięto ludzkich cech to jedno (też mi się to nie podoba!), ale pies filozof, myśliciel? No nie, to u mnie nie przejdzie choćby nie wiem co.
Po drugie fabuła. Ciekawa, ale... nudna i powolna. I teraz wiem, dlaczego za pierwszym razem ją porzuciłam, ponieważ nie było ani grama szybkie dynamiki (?). Czyta, czytam i stoję w miejscu.
Druga rzecz to przemieszczanie się bohatera w czasie. Mamy nowy rozdział, a jesteśmy z bohaterem w innym miejscu, w innym roku - no nie, to do mnie też nie przemawia.
Natomiast jeśli chodzi o bohaterów to, niestety ja się z nimi nie zżyłam.
Na początku kibicowałam naszemu bohaterowi w jego odnalezieniu swojego pana, ale z każdą stroną, każdym rozdziałem było mi obojętne czy go znajdzie.
Jeśli chodzi o innych bohaterów to mam do nich ambiwalentny stosunek - ani mnie chłodzili, ani mnie grzali.
Ogólnie rzecz biorąc miałam nadzieję, że ta historia mnie zachwyci i że rozwali mnie totalnie.
No, niestety między mną, a tą powieścią nie kliknęło. Może inna książka spod pióra tego autora mi się spodoba?
Na ten moment "Mam na imię Jutro" dostaje ode mnie 2️⃣/🔟🌟.

"Siedmiu mężów Evelyn Hugo" Taylor Jenkins Reid
"To spotkanie zmieni życie Monique. Młoda dziennikarka dostaje propozycję przeprowadzenia wywiadu z Evelyn Hugo – aktorką, która ma za sobą imponującą karierę w Hollywood. Warunek jest jeden: ta rozmowa nie może zostać opublikowana przed śmiercią artystki. Evelyn opowiada o tym, jak wyrwała się z biedy i trafiła do wymarzonego świata kina. Sława, pieniądze, skandale i blask reflektorów… W Hollywood nikt nie jest bez grzechu. Dlaczego Evelyn ma za sobą aż siedem małżeństw? Kogo kochała naprawdę? Jej życie kryje tajemnice, które nigdy nie powinny trafić na pierwsze strony gazet.".

Pamiętam jak dziś: 5 czerwca 2019r, całe polskie bookmedia zwariowały, ponieważ tego dnia miała premierę "Siedmiu mężów Evelyn Hugo". I to zwariowanie, zachwyt trwał dobre 1,5 roku jak nie dłużej.
Ja, na to całe szaleństwo patrzyłam z przymrużeniem oka i pewnym dystansem, aż do dziś , kiedy to już jestem po jej lekturze.
Sięgnęłam po tę książkę z dwóch powodów: po pierwsze, że byłam jej ciekawa, a po drugie ktoś, kiedyś na booktubie zdradził kim tak naprawdę była Evelyn Hugo. Więc ja przypomniałam sobie o tym i po nią sięgnęłam.
No, i pytanie brzmi: czy ta książka mi się spodobała?
Niestety, ale nie i jest kilka powodów, dla których ta książka mi nie siadła.
Po pierwsze główna bohaterka. Evelyn Hugo - jak dla mnie jest osobą dość kontrowersyjną, a jednocześnie nijaką do całości książki.
Przy czytaniu o 3 lub 4 ślubie Evelyn zaczęła mnie jej osoba nudzić, a co za tym idzie fabuła tej książki też zaczęła mnie irytować.
Druga rzecz, którą domyśliłam się na samym początku to kim była Evelyn Hugo. A mianowicie Evelyn Hugo była osobą biseksualną. I jej największą miłością nie był żaden z tytułowych mężów, a kobieta - Celia St, James. I ta ich relacja, ta ich miłość przyćmiła wszystko inne, nawet powiedziałabym, że przyćmiła sam Hollywood. To mi bardzo wadziło w książce,
Chociaż jeśli ktoś interesuje się światkiem Hollywood i nie tylko Hollywood to może wiedzieć, że w latach 50', 60', 70', 80' bardzo krytycznie patrzyło się na osoby odmiennej orientacji seksualnej.
Fabuła było w miarę OK, ale do momentu kolejnego ślubu, to mój entuzjazm opadł i po stronie 350 już miałam dosyć.
Każdy wybór Evelyn lub innego bohatera zaczął mnie niemiłosiernie złościć i chciałam, żeby się ta książka jak najszybciej skończyła.
Książkę czytało mi się dość szybko, pomimo tego, że tematyka LGBT+ nie jest moją ulubioną tematyką i raczej nie będzie.
Ocena 2️⃣/🔟🌟.

"Gambit królowej" Walter Levis
"W wieku ośmiu lat Beth Harmon trafia do sierocińca. Tam wkrótce odkrywa swoje dwie największe miłości: grę w szachy i środki odurzające. Szachów uczy się w piwnicy, pod okiem gburowatego woźnego, który szybko poznaje się na jej niezwykłym talencie. Małe zielone pigułki są podawane jej i innym maluchom, żeby w domu dziecka łatwiej było utrzymać spokój.

Obie obsesje będą towarzyszyć Beth, kiedy opuści dom dziecka, przeniesie się do rodziny adopcyjnej i spróbuje zbudować dla siebie nowe życie. Wspinając się na szczyty amerykańskich, a potem światowych rankingów szachowych, będzie się równocześnie mierzyć z własnym pragnieniem samozniszczenia.".

Jestem zaskoczona (w pozytywny sposób) w jaki sposób książka o szachach może zainteresować taką osobę, która o szachach nic nie wie, ba nawet w nie nie grała. Jedyny kontakt, który miałam z szachami to wtedy gdy je widziałam gdzieś w sklepie.

Natomiast "Gambit królowej" nie jest książką jedynie o szachach. To jest coś innego. To historia opowiadająca o dojrzewaniu bez bliskich ci osób. To też jest opowieść pokazująca na historię walki z uzależnieniem, nałogiem, który rozwala to co małymi kroczkami budowało się latami. To jest też historia opowiadająca o pasji - w tym przypadku są to szachy.

Zrozumiem jeśli ta książka się komuś nie spodoba. A to dlatego, że są segmenty w których to główna bohaterka rozgrywa grę z przeciwnikiem i ten opis ich rozgrywki jest opisany na parę stron.
I jeśli ktoś nie rozumie szachów i nie lubi długich opisów to się wynudzi. Ale nie zrażajcie się tymi opisami. Te opisy rozgrywek Beth są i nie są kluczowe dla całości. Ważniejsze jest tak jak na początku mówiłam to co się dzieje wokół szachów. Czyli relacja Beth z rówieśnikami, czy to z sierocińca czy szkoły, czy później gdy zostaje adoptowana przez państwa Wheatleyów.
Ja, książkę "Gambit królowej" bardzo polecam.
Ocena 8️⃣/🔟🌟.

"Katedra Marii Panny w Paryżu" Victor Hugo
"Miłość w cieniu najsłynniejszej paryskiej katedry.
Katedra Marii Panny w Paryżu, powszechnie znana jako Dzwonnik z Notre Dame, to jedna z najbardziej cenionych powieści XIX-wiecznego twórcy Victora Hugo, która weszła do kanonu światowej literatury.
Dzwonnik Quasimodo, odrzucony przez ludzi ze względu na swoją niepełnosprawność i brzydotę, żyje w samotności w niezliczonych zakamarkach katedry Notre Dame. Wiedzący, czym jest odrzucenie i pragnący uczucia Quasimodo zakochuje się w prześladowanej przez ludzi Cygance Esmeraldzie. Uroda dziewczyny zachwyca nie tylko dzwonnika. Głowę dla niej traci też archidiakon Klaudiusz Frollo.
To nie tylko opowieść o miłości, potrzebie bliskości i tolerancji, ale też o tym, że prawdziwe piękno nierzadko ukryte jest pod maską pozornej brzydoty."

Nie sięgnęłabym po tą powieść gdyby nie to, że 2 albo 3 lata temu obejrzałam film "Dzwonnik z Notre Dame" z 1956r.
Sięgnęłam po tę książkę już w tamtym roku i tak ją podczytywałam co jakiś czas po parę stron. Ale pod koniec roku powiedziałam "Dosyć! Muszę ją skończyć!" i w tym roku wzięłam za cel ją przeczytać. I skończyłam, a że udało mi się ją skończyć w styczniu to jest podwójny sukces.
Jeśli miałabym określić tę książkę to powiem krótko: było ciężko ją czytać. Fakt, akcja powieści rozgrywa się w średniowieczu w Paryżu. A jak wiadomo w czasach średniowiecza język różnił się od tego którym teraz się posługujemy.
Powodem kolejnym są opisy. W ty przypadku opisy są za długie i nużące. I to mnie bardzo złościło.
Natomiast jeśli chodzi o wątek tytułowej katedry i wątku miłosnego to muszę przyznać, że autor naprawdę włożył dużo serca do nich, a w szczególności do wątku miłosnego.
Bohaterowie - są barwni, a jednocześnie niejednoznaczni.
Jeśli ktoś z Was oglądał film lub musical, a zabiera się teraz za książkę to mniej więcej wie o czym jest.
Ja, książki nie polecam i nie odradzam. Jeśli macie ochotę sięgnąć po tę książkę z ciekawości do bohaterów, albo do wątku miłosnego to czytajcie.
Ocena 7️⃣/🔟🌟.

Tak przedstawia się styczeń w pigułce. Jak sami widzicie nie było fajerwerków w tym miesiącu. Luty zapowiada się kryminalnie/thrillerowo. Ale żeby nie było na luty wybrałam książki z rozwagą. Jeśli obserwujecie mnie na bookstagramie to zapewne wiecie jakie to książki.
Ode mnie to tyle.
Pa ✋

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dlaczego i w jaki sposób gorąca czekolada przynosi nieszczęście? Recenzja książek Niny Haratischwili "Ósme życie (dla Brilki)" tom 1 i tom 2.

Kolejny w tym roku kac książkowy. Recenzja książki "Kotka i Generał" Nino Haratischwili [przedpremierowo]

Seryjne morderstwo w okupowanej Warszawie w przededniu powstania. Recenzja "Likwidator '44" Dominik Kozar