Podsumowanie czytelnicze marca 2026r.
Byłam pewna, że luty był miesiącem najtrudniejszym jaki tylko mógł być, ale nie, marzec przerósł moje oczekiwania.
Marzec czytelniczo był okropny. Przeczytałam 4 książki, a raczej zmordowałam. W ogóle w marcu nie miałam weny, żeby czytać, ba... to był taki spadek czytania w tym miesiącu, że nawet patrzenie na książkę sprawiało u mnie wstręt.
Prywatnie też nie było szaleństwa. Nie było tygodnia albo dnia, żeby coś się nie wykrzaczyło.
Na szczęście końcówka marca była w miarę spokojna i nie dobiła mnie.
Ale jeszcze wracając do książek, które udało mi się w jakiś sposób przeczytać to były z dwóch kategorii: fantastyka i kryminał.
Więc zapraszam do dalszego czytania postu.
"Agngelfall. Opowieść Penryn o końcu świata" (tom 1) Susan Ee
"Minęło sześć tygodni, odkąd anioły apokalipsy zstąpiły na ziemię, aby zniszczyć świat ludzi. Uliczne gangi rządzą za dnia, a strach w nocy. Prawo przestaje obowiązywać. Państwowe instytucje upadły. Prawo przestało obowiązywać. Wszyscy desperacko próbują kryć się przed Najeźdźcami, którzy zstępują z nieba, aby siać śmierć.
Kiedy młodsza siostra siedemnastoletniej Penryn zostaje porwana przez anioły, dziewczyna wie, że zrobi wszystko, żeby ją odzyskać. Wszystko, łącznie z zawarciem sojuszu z wrogiem – zranionym aniołem Raffem. Wspólnie zaczynają niebezpieczną podróż do twierdzy aniołów w San Francisco."
Z "Angelfall" to nie jest moje pierwsze spotkanie. Moje pierwsze spotkanie miało miejsce 10-11 lat temu. Z tego co pamiętam miałam w tamtym momencie mieszane uczucia do niej i dostała wtedy 6/10.
Dziś po rereadzie niestety nie dostanie tyle co poprzednio, ponieważ parę kwestii wadzi mnie w oczy.
Po pierwsze świat przedstawiony. Dowiadujemy się, że anioły zstąpiły na ziemię, aby zniszczyć nasz świat. Moje pytanie brzmi: dlaczego to zrobiły? Jaki był powód? Ja, się tego nie dowiedziałam.
Za to dowiedziałam się, że od początku z czasem ludzie przystosowały się do obecnych warunków i nawet w miarę dobrze sobie radzą.
Po drugie bohaterowie. Penryn, jako główna bohaterka jest niestety osobą, która podejmuje nieracjonalne i głupie decyzje. Jeśli ktoś w pewnej sytuacji mówi jej, żeby robiła to co jej każe, to ona robi zupełnie co innego i pakuje się jeszcze bardziej niebezpieczną sytuację.
Kolejna rzecz - to wątek współpracy Penryn i Raffego.
Dla mnie bardzo wymuszony i sztuczny w co trudno jest mi uwierzyć. Może w kolejnych tomach coś się rozwinie?
Ale jeszcze wracając do bohaterów to zastanawiałam się nad istnieniem matki Penryn? Po co ona jest?
Tak prawdę powiedziawszy ona nic ważnego przez całą książkę nie zrobiła tylko była żeby być.
Jeśli chodzi o fabułę to bardzo średnio wyszło. Za dużo i długie opisy fabuły. za dużo rozmyśleń Penryn, które nic nie wnoszą do fabuły.
Ogólnie na sam koniec książka nie porwała mnie, ale też nie sprawiła, że rzucałam ją po pokoju.
Na ten moment ten tom dostaje ode mnie mocne 4️⃣/🔟🌟.
Kiedy młodsza siostra siedemnastoletniej Penryn zostaje porwana przez anioły, dziewczyna wie, że zrobi wszystko, żeby ją odzyskać. Wszystko, łącznie z zawarciem sojuszu z wrogiem – zranionym aniołem Raffem. Wspólnie zaczynają niebezpieczną podróż do twierdzy aniołów w San Francisco."
Z "Angelfall" to nie jest moje pierwsze spotkanie. Moje pierwsze spotkanie miało miejsce 10-11 lat temu. Z tego co pamiętam miałam w tamtym momencie mieszane uczucia do niej i dostała wtedy 6/10.
Dziś po rereadzie niestety nie dostanie tyle co poprzednio, ponieważ parę kwestii wadzi mnie w oczy.
Po pierwsze świat przedstawiony. Dowiadujemy się, że anioły zstąpiły na ziemię, aby zniszczyć nasz świat. Moje pytanie brzmi: dlaczego to zrobiły? Jaki był powód? Ja, się tego nie dowiedziałam.
Za to dowiedziałam się, że od początku z czasem ludzie przystosowały się do obecnych warunków i nawet w miarę dobrze sobie radzą.
Po drugie bohaterowie. Penryn, jako główna bohaterka jest niestety osobą, która podejmuje nieracjonalne i głupie decyzje. Jeśli ktoś w pewnej sytuacji mówi jej, żeby robiła to co jej każe, to ona robi zupełnie co innego i pakuje się jeszcze bardziej niebezpieczną sytuację.
Kolejna rzecz - to wątek współpracy Penryn i Raffego.
Dla mnie bardzo wymuszony i sztuczny w co trudno jest mi uwierzyć. Może w kolejnych tomach coś się rozwinie?
Ale jeszcze wracając do bohaterów to zastanawiałam się nad istnieniem matki Penryn? Po co ona jest?
Tak prawdę powiedziawszy ona nic ważnego przez całą książkę nie zrobiła tylko była żeby być.
Jeśli chodzi o fabułę to bardzo średnio wyszło. Za dużo i długie opisy fabuły. za dużo rozmyśleń Penryn, które nic nie wnoszą do fabuły.
Ogólnie na sam koniec książka nie porwała mnie, ale też nie sprawiła, że rzucałam ją po pokoju.
Na ten moment ten tom dostaje ode mnie mocne 4️⃣/🔟🌟.
"Stowarzyszenie Kruków" (tom 1) Kass Morgan, Danielle Paige
"(...)Kappa Rho Nu nie jest zwykłym studenckim stowarzyszeniem. O jego imprezach krążą opowieści, a bale absolwentów, tradycyjnie organizowane przez jego członkinie, to najbardziej wystawne i spektakularne wydarzenia na kampusie. Ale pod przykrywką luksusowego życia siostry Kappa Rho Nu, zwące się też Krukami, skrywają tajemnicę: są czarownicami.
Vivi Deveraux to niepewna siebie studentka pierwszego roku, która nigdy nie zaznała poczucia przynależności. Dołączenie do Kappa Rho Nu może być dla niej szansą na odnalezienie siebie. Natomiast Scarlett Winter, pochodząca z rodziny czarownic, stara się za wszelką cenę sprostać oczekiwaniom matki i zdobyć stanowisko nowej przewodniczącej stowarzyszenia.
Po inicjacji Vivi Scarlett staje się jej mentorką. Obie dziewczyny zanurzają się w mroczny krąg krwawych zaklęć, zdrad i złej magii, a do tego w ich niełatwą relację zostaje uwikłany Mason, chłopak Scarlett…"
Byłam święcie przekonana, że ta książka stanie się moją ulubioną książką tego miesiąca.No, niestety nie stało się tak. A miała potencjał.
Pierwszym zarzutem są bohaterowie. A w szczególności Vivi i Scarlett.
Niby obydwie z dwóch różnych światów, a łączą je dwie rzeczy: są czarownicami i są głupie, a no i jeszcze to, że chodzą na tą samą uczelnie.
Jedna i druga strasznie mnie irytowały.
Również warto zaznaczyć bohaterów drugoplanowych - też nie są lepsi. Też mają fru bzdziu w głowie. Bardzo dziecinni jak na swój wiek.
Fabuła. Dla mnie to jest bardzo oklepany temat. Szkoła (uczelnia) - magia - stowarzyszenie - tajemnica, najlepiej sprzed lat - i pierdyliard rzeczy, które nie wnoszą nic co już dobrze znamy.
Mnie tylko jedna rzecz zastanawia? Książka u nas wyszła w 2024r., a nie było o niej głośno. Po prostu przeszła obok niezauważona, bez większego echa. Ba, nawet nie wiadomo kiedy i czy w ogóle wyjdzie kolejny tom?
Plusem tej książki jest zapewne okładka. Bardzo śliczna.
Ocena 4️⃣/🔟🌟.
Vivi Deveraux to niepewna siebie studentka pierwszego roku, która nigdy nie zaznała poczucia przynależności. Dołączenie do Kappa Rho Nu może być dla niej szansą na odnalezienie siebie. Natomiast Scarlett Winter, pochodząca z rodziny czarownic, stara się za wszelką cenę sprostać oczekiwaniom matki i zdobyć stanowisko nowej przewodniczącej stowarzyszenia.
Po inicjacji Vivi Scarlett staje się jej mentorką. Obie dziewczyny zanurzają się w mroczny krąg krwawych zaklęć, zdrad i złej magii, a do tego w ich niełatwą relację zostaje uwikłany Mason, chłopak Scarlett…"
Byłam święcie przekonana, że ta książka stanie się moją ulubioną książką tego miesiąca.No, niestety nie stało się tak. A miała potencjał.
Pierwszym zarzutem są bohaterowie. A w szczególności Vivi i Scarlett.
Niby obydwie z dwóch różnych światów, a łączą je dwie rzeczy: są czarownicami i są głupie, a no i jeszcze to, że chodzą na tą samą uczelnie.
Jedna i druga strasznie mnie irytowały.
Również warto zaznaczyć bohaterów drugoplanowych - też nie są lepsi. Też mają fru bzdziu w głowie. Bardzo dziecinni jak na swój wiek.
Fabuła. Dla mnie to jest bardzo oklepany temat. Szkoła (uczelnia) - magia - stowarzyszenie - tajemnica, najlepiej sprzed lat - i pierdyliard rzeczy, które nie wnoszą nic co już dobrze znamy.
Mnie tylko jedna rzecz zastanawia? Książka u nas wyszła w 2024r., a nie było o niej głośno. Po prostu przeszła obok niezauważona, bez większego echa. Ba, nawet nie wiadomo kiedy i czy w ogóle wyjdzie kolejny tom?
Plusem tej książki jest zapewne okładka. Bardzo śliczna.
Ocena 4️⃣/🔟🌟.
"Księżycowa zagadka" (tom 1) Magdalena Ciechanowska
"Dariusz Karski, policjant szorstki, nieufny i niepopularny, trafia pewnego jesiennego dnia na legendarną złodziejkę Aurorę, a spotkanie owocuje skomplikowanym sojuszem, stopniowo rodzącym coraz większą obustronną fascynację. Relacja między dwojgiem ludzi żyjących na obrzeżach życia społecznego rozwija się na tle sprawy kryminalnej, która też gmatwa się z każdą chwilą. Czy Karski stanie się ofiarą rozpoczętej rozgrywki, czy też uda mu się odkryć tajemnicę, która wszystkich przeraża? Zanim pozna odpowiedź, musi podążyć tropem niedopowiedzeń, rodzinnych sekretów, narkotyków i neopogańskich wierzeń. A przede wszystkim wyruszyć w głąb siebie.
Powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym osadzona w plenerach Krakowa. Nieoczywista relacja i skomplikowane śledztwo stają się pretekstem do konfrontacji bohatera z obrazem samego siebie, wymuszając przyznanie się do licznych słabości.".
Dałam tej książce drugą szansę.
I powiem Wam, że moja poprzednia opinia zbytnio się nie zmieniła.
Po tych 100 str. chaos fabularny zmniejszył się na tyle, że już wiedziałam o co autorce chodziło od początku.
Karski od początku jest typem gburowatym i nie usprawiedliwia go nic, nawet lata przeszłości. Prawdę powiedziawszy mało kto go lubi. Ludzie szukają non stop jakichś haków, aby wykopać go z policji. I nie dziwię się im, ponieważ on nie jest typem sympatycznym.
Natomiast jeśli chodzi o Aurorę wiemy jaką profesją się zajmuje i na dodatek jest najlepsza w tym co robi. Aurora jest przeciwieństwem Karskiego i to we wszystkim. Jeśli chodzi o ich relację to ani mnie grzała ani mnie chłodziła.
Również warto zwrócić uwagę na bohaterów pobocznych - oni nie są przez przypadek. Każdy coś ukrywa, kombinuje, żeby tylko nic nie wyszło na wierzch.
I na sam koniec moim zachwytem jest miejsce fabuły - Kraków. Ja jestem z tych osób, które jeśli miałyby się gdzieś przeprowadzić to tylko do Krakowa, nigdzie indziej.
Autorka świetnie przedstawia Kraków. Te ulice, budynki - sztos.
Ocena 5️⃣/🔟🌟.
Powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym osadzona w plenerach Krakowa. Nieoczywista relacja i skomplikowane śledztwo stają się pretekstem do konfrontacji bohatera z obrazem samego siebie, wymuszając przyznanie się do licznych słabości.".
Dałam tej książce drugą szansę.
I powiem Wam, że moja poprzednia opinia zbytnio się nie zmieniła.
Po tych 100 str. chaos fabularny zmniejszył się na tyle, że już wiedziałam o co autorce chodziło od początku.
Karski od początku jest typem gburowatym i nie usprawiedliwia go nic, nawet lata przeszłości. Prawdę powiedziawszy mało kto go lubi. Ludzie szukają non stop jakichś haków, aby wykopać go z policji. I nie dziwię się im, ponieważ on nie jest typem sympatycznym.
Natomiast jeśli chodzi o Aurorę wiemy jaką profesją się zajmuje i na dodatek jest najlepsza w tym co robi. Aurora jest przeciwieństwem Karskiego i to we wszystkim. Jeśli chodzi o ich relację to ani mnie grzała ani mnie chłodziła.
Również warto zwrócić uwagę na bohaterów pobocznych - oni nie są przez przypadek. Każdy coś ukrywa, kombinuje, żeby tylko nic nie wyszło na wierzch.
I na sam koniec moim zachwytem jest miejsce fabuły - Kraków. Ja jestem z tych osób, które jeśli miałyby się gdzieś przeprowadzić to tylko do Krakowa, nigdzie indziej.
Autorka świetnie przedstawia Kraków. Te ulice, budynki - sztos.
Ocena 5️⃣/🔟🌟.
"Angelfall. Penryn i świat po" (tom 2) Susan Ee
"Penryn staje przed nowym wyzwaniem, gdy grupa ludzi porywa jej siostrę. Dziewczyna przemierza ulice San Francisco w poszukiwaniu Paige. Dlaczego ulice są takie puste? Gdzie się wszyscy podziali? Jej poszukiwania prowadzą ją w samo serce sekretny ch planów aniołów. Penryn odkrywa ich motywacje i dowiaduje się, do jak przerażających czynów są gotowe się posunąć i jak bezwzględne potrafią być.
Raffe, anioł rozdarty między swoją naturą a nowo odkrytymi uczuciami, staje przed trudnym wyborem: odzyskać utracone skrzydła i pozycję w anielskiej społeczności czy pozostać u boku Penryn, by ją chronić?"
Marzec nie był dobrym miesiącem, aby czytać 2 tom "Angelfall". To było za wcześnie na nią.
Ogólnie marzec tego roku nie był dobrym miesiącem pod każdym względem. A piątek 13-tego dowiódł, że mam rację. Ale do "Angelfall".
Fabularnie książka była naprawdę spoko. Pierwsze 100 str. było dla mnie nudne i niezachęcające do dalszego czytania. Ale z czasem tempo akcji było w miarę OK.
Dużo się dzieje, ale również jest parę przestojów, które szczerze powiedziawszy nie wiem czy były one potrzebne w dalszej akcji.
Bohaterowie. Mamy tych samych co w poprzednim tomie oraz paru nowych.
Nie wiem dlaczego, ale bardzo polubiłam Klarę - kobietę, która dzięki Paige przeżyła i uciekła z gniazda aniołów.
Standardowo wkurzała mnie matka Paige. Rozumiem, że jest chora psychicznie i trzeba przymknąć oko na to co ona wyrabia. Ale ludzie litości! Ile można! Paige w kwestii matki bardzo współczułam, ponieważ świat, który znała rozpadł się na jej oczach, nieciekawie jest z jej siostrą, to jeszcze matka i jej odloty.
Ja, na miejscu Paige załamałabym się i to totalnie.
Ogólnie 2 tom "Angelfall" polecam mimo tego, że nie był na nią czas w tym momencie.
Ocena 7️⃣/🔟🌟.
Raffe, anioł rozdarty między swoją naturą a nowo odkrytymi uczuciami, staje przed trudnym wyborem: odzyskać utracone skrzydła i pozycję w anielskiej społeczności czy pozostać u boku Penryn, by ją chronić?"
Marzec nie był dobrym miesiącem, aby czytać 2 tom "Angelfall". To było za wcześnie na nią.
Ogólnie marzec tego roku nie był dobrym miesiącem pod każdym względem. A piątek 13-tego dowiódł, że mam rację. Ale do "Angelfall".
Fabularnie książka była naprawdę spoko. Pierwsze 100 str. było dla mnie nudne i niezachęcające do dalszego czytania. Ale z czasem tempo akcji było w miarę OK.
Dużo się dzieje, ale również jest parę przestojów, które szczerze powiedziawszy nie wiem czy były one potrzebne w dalszej akcji.
Bohaterowie. Mamy tych samych co w poprzednim tomie oraz paru nowych.
Nie wiem dlaczego, ale bardzo polubiłam Klarę - kobietę, która dzięki Paige przeżyła i uciekła z gniazda aniołów.
Standardowo wkurzała mnie matka Paige. Rozumiem, że jest chora psychicznie i trzeba przymknąć oko na to co ona wyrabia. Ale ludzie litości! Ile można! Paige w kwestii matki bardzo współczułam, ponieważ świat, który znała rozpadł się na jej oczach, nieciekawie jest z jej siostrą, to jeszcze matka i jej odloty.
Ja, na miejscu Paige załamałabym się i to totalnie.
Ogólnie 2 tom "Angelfall" polecam mimo tego, że nie był na nią czas w tym momencie.
Ocena 7️⃣/🔟🌟.
Tak przedstawia się czytelniczo marzec. Jak widzicie nie było szaleństwo. Nie było książki, która dostała ode mnie🔟/🔟🌟.
Natomiast jeśli chodzi o kwiecień to już teraz mogę Was zapewnić, że nie będzie fajerwerków. Ponieważ nadal zmagam się z niechęcią do książek!
Więc proszę o zrozumienie jeśli w kwietniu będzie 1 albo 2 książki, które zostały przeze mnie przeczytane.
Trzymajcie się.
Pa✋

Komentarze
Prześlij komentarz